czwartek, 14 stycznia 2016

U Nowickich

U NOWICKICH.
To była nasza pierwsza wizyta w tym roku u Ewy i Tomka. Mieliśmy sobie sporo do opowiedzenia. Oni zabawę sylwestrową spędzali w kameralnym gronie u siebie w domu. Bawili się świetnie. Zosia najbardziej  cieszyła się  z widowiska  płonących zimnych ogni. Te cuda były powbijane w donice po kwiatach na ich tarasie. Od lat nie kupują fajerwerków, bowiem doskonale zdają sobie sprawę jak zwierzęta nie lubią takich wystrzałów. Często panicznie boją się dźwięku wydawanego przy tej okazji. Postanowili, że ich córka również nie będzie narażała  zwierząt na tak ogromny stres. Kochają zwierzęta i spokojnie mogą zrezygnować z  takiego zjawiska jakim są fajerwerki. Zosia właśnie piła mlecznego  szejka zrobionego według przepisu ze strony deseroteki Dr Gerarda.  Z buzią  brudną od deseru wymruczała - ciociu jakie to jest pyszne. Wyglądała przy tym uroczo. Ja przywiozłam jej ukochane rurki z nadzieniem czekoladowym z firmy Dr Gerard. Wyroby tej firmy pewnie zawsze będą u nas w czołówce  ulubionych przysmaków.  Dziewczynka chwyciła opakowanie z rurkami i popędziła przywitać się z psami. Fiona i Frodo czekali w przedpokoju, aż Zosia ubierze kurtkę i wyjdzie z nimi do ogrodu. Szaleństwom nie było końca. Oglądaliśmy przez okno psy tarzające się w śniegu i Zośkę rzucającą im śniegowe kulki. Radosny śmiech i poszczekiwania było słychać aż tutaj. Zostawiłyśmy panów w salonie, a ja poszłam z Ewą do kuchni pomóc jej w przygotowaniu obiadu. Wymieniłyśmy troszkę babskich ploteczek i czas było nakrywać do stołu. Lubię te spotkania i atmosferę tego domu. Zawsze dobrze się u nich czułam, nawet wtedy kiedy jeszcze nie poznałam Filipa. Teraz Tomek się śmieje, że to oni wprowadzą mnie do rodziny. Swoją drogą, ciekawe czy nasz związek zostanie przypieczętowany  małżeństwem. Na razie jest mi dobrze tak jak jest. Sam dokument  aktu małżeństwa niewiele by zmienił. Charakter pracy Filipa nie pozwala  mu spędzać zbyt dużo czasu w kraju. Wolny czas zawsze spędzamy razem.  Jak dotąd nie nudzimy się w swoim towarzystwie. Obiad, jak i cały wieczór był udany. Wesołej rodzinnej sielance towarzyszyły gromkie śmiechy Zosi i radosne popiskiwania zadowolonych psów. Niestety czas było wracać  do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz