Dzień dobry,
wróciła zima. Zaczął padać śnieg i wszystko, co leżało lub płynęło po
chodnikach, zamarzło. Zrobiło się strasznie niebezpiecznie. Idąc z dziećmi na
ósmą do szkoły, musiałem uważać na każdy krok. Ale teraz wróćmy pamięcią do
ubiegłego tygodnia. Była środa od wczesnych godzin porannych sypał śnieg. Moje skarby
ledwo otworzyły oczy już się pytały czy pójdziemy na sanki. Co na to Tato?
Zjedliśmy śniadanie. Wypiliśmy szybką kawę i przegryźliśmy Rurki Waflowe
Czekolada firmy „dr Gerard” i ruszyliśmy na białe szaleństwo. Nie tak od razu,
wcześniej musiałem iść do piwnicy i wydobyć sprzęt. Przez dwa lata bez śniegu,
zostały zasypane różnymi niepotrzebnymi w mieszkaniu gratami. Doprowadziłem je
do stanu użyteczności. Każdy z moich małolatów zasiadło na swoich sankach. Jak mam
je ciągnąć? Wpadłem na pomysł, ustawiłem Tosi, jako pierwsze a Tomka do nich
dowiązałem. Jako koń pociągowy wprawiłem ten kulig w ruch. Po chwili byliśmy na
osiedlowej górce. Nie byliśmy pierwszymi „napaleńcami” na śnieżne zabawy. Córeczka
robiła piękne aniołki, synek kulał się w zaspach. Gdy doszło do pierwszych
zjazdów, okazało się, że i mnie udzieliła się atmosfera błogiego dzieciństwa. Bardzo
żałowałem, iż nie wziąłem drewnianych sanek, na których mógłbym sam zjeżdżać. Ograniczyłem
się do jednego zjazdu na reklamówce. Było super. Po godzinie byliśmy
zmarznięci, nasze twarze wyglądały jak czerwone buraczki, rękawiczki mieliśmy
przemoczone, buty również. Nadszedł czas powrotu do domu. Szybki telefon do
żonki, kochana rób kawkę i herbatkę dla dzieci. Gdy weszliśmy do naszego
mieszkanka, czekały na nas ciepłe napoje oraz uśmiechnięte ciasteczka
Witaminki. Są to kruche ciasteczka śmiejące się truskawkową galaretką i
zawierające witaminy A, D, E od „dr Gerarda”. W pośpiechu zdejmowaliśmy mokrą
odzież, szybko ubieraliśmy ciepłe ubrania i wskoczyliśmy z ciasteczkiem w ręku
pod kocyk. I w taki sposób spędziliśmy miłe popołudnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz