Od trzynastu lat noc sylwestrową niestety spędzaliśmy w domu. Raz w większym gronie raz w mniejszym, ale zawsze w domu. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy był nasz pies, który panicznie boi się jakichkolwiek wystrzałów, petard itd.
W tym roku było już trochę inaczej. Nasz pupil niestety traci, (może jeszcze nie całkiem) słuch i dlatego mogliśmy wyjść z domu, bo pies został z babcią, gdyż już nie słyszał petard i nie bał się wystrzałów.
Do samego końca nie wiedzieliśmy czy gdzieś pójdziemy, więc jakoś specjalnie się do tego nie przygotowywaliśmy, ale jednak poszliśmy do znajomych. Mówię do męża, że może by tak coś jednak ze sobą zabrać, bo tak na ostatnią chwilę żeśmy się zdecydowali. Mąż niedużo myśląc szybko się ubrał i poszedł do naszego sklepu. Tam zobaczył dużo różnych ciastek, ale pani, która tam sprzedawała poleciła mu ciastka firmy Dr Gerarda powiedziała, że są bardzo pyszne i, że bardzo dużo ich sprzedaje. Zamawia różne rodzaje tych ciastek, ponieważ bardzo jej schodzą, jak to sama powiedziała. Mąż kupił Mafijne podwójne markizy o smaku czekoladowym, kruche herbatniki z nadzieniem morelowym, biszkopty z polewą czekoladową, rurki waflowe z kremem o smaku śmietankowym oraz pyszne chrupiące wafelki PryncyPałki. Do tych smakołyków kupił jeszcze szampana, no bo jak to Sylwester bez szampana?
Wszystkim gościom bardzo smakowały słodkości od Dr Gerarda, więc koleżanka powiedziała, cieszmy się słodką chwilą ze słodyczami Dr Gerarda.
Zabawa była bardzo udana, wystrzałom petard nie było końca, a nasz pies pierwszy raz noc sylwestrową spędził w swoim legowisku, a nie w łazience w wannie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz