wtorek, 19 stycznia 2016

Nauka jazdy na nartach


Jazda na nartach sprawia mi dużo radości. Pierwsze narty włożyłam gdy miałam siedem lat. Moim trenerem był tata i starszy brat. Razem jeździliśmy po niewielkich stokach blisko domu. Rzadko korzystaliśmy z wyciągów narciarskich. Miałam szczęście, ponieważ tata jest nauczycielem wychowania fizycznego. Zna podstawowe zasady jazdy na nartach.   Mieszkamy w Jurgowie koło Bukowiny Tatrzańskiej, a tam jak wiadomo znajduje się szkółka narciarska i wyciąg. Męża poznałam na stoku W bukowinie Tatrzańskiej. Razem ze znajomymi przyjechał uczyć się jeździć na nartach. Tak na prawdę, to narty miał prawie pierwszy raz na sobie. Pan uczył go jazdy, ale zakończyło się upadkiem i skręceniem nogi. Ja byłam w pobliżu podbiegłam do niego udzielając mu pierwszej pomocy. Wtedy przyznał się, że dopiero zaczyna przygodę z nartami. Na koniec wymieniliśmy się numerami telefonów. Koledzy zawieźli go na pogotowie. Już prawie o nim zapomniałam, bo nie odzywał się. Dopiero po dwóch tygodniach zadzwonił z pytaniem czy moglibyśmy się spotkać. Zarezerwowałam mu po znajomości pokój u sąsiadki, a narty pożyczyłam od brata. Wziął sobie parę dni urlopu i uczyłam go jeździć na nartach. Na początek musiał opanować chodzenie, dopiero potem zjeżdżanie stopniowo po małych wzniesieniach. W wakacje często spotykaliśmy się w Krakowie. Teraz już jesteśmy sześć lat po ślubie i mieszkamy w mojej rodzinnej miejscowości. Podczas ferii zimowych przyjeżdża do nas siostra   męża z dwójką dzieci. Na tą okazje zawsze coś słodkiego upiekę. Chciałam ich zaskoczyć moimi zdolnościami kulinarnymi i ciekawy przepis znalazłam w deserotece na stronie mojego ulubionego producenta Dr. Gerarda. Było to ciasto budyniowe na markizach mafijnych z musem jabłkowym. Wszyscy byli zachwyceni ciastem. W moim domu często dyżurują ciastka Dr. Gerarda. Czasem wykorzystuje ich do kompozycji różnych smakołyków.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz