poniedziałek, 18 stycznia 2016

Niespodziewane spotkanie


   Z Waldkiem nie widzieliśmy się „szmat czasu”. Spotkaliśmy się – jak to zazwyczaj bywa - całkiem przypadkowo, tuż przed świętami na targu. Ludzi było w tym czasie, strasznie dużo. Jak to przed świętami – każdy chciał kupić coś dla siebie, albo przynajmniej coś zobaczyć. Zdecydowana większość życzyła sobie wzajemnie tradycyjnie „zdrowia, szczęścia i radości” – na Święta, oraz Nowy Rok. Wszędzie pachniało choinkami, błyszczały kolorowe ozdoby. Było wszystkiego pod dostatkiem – brakowało tylko śniegu. Z nieba spadała właśnie gęsta mżawka. Tuż przede mną stał jakiś facet w nieprzemakalnym kubraku i kapturem na głowie. Kręcił się to w jedną, to znów w drugą stronę. Co chwilę sięgał do kieszeni swojej kurtki i zajadał jakieś ciasteczka. Były one niezwykle aromatyczne, bo ich zapach roznosił się w około na kilka metrów. Byłem pewny, że to są jakieś pyszności produkowane przez firmę Dr. Gerard. Było miło i spokojnie. Wszystko jednak kiedyś się kończy… W pewnym momencie jakiś „King Kong” mierzący ponad dwa metry, z całym impetem wpadł na mnie. Nie spodziewając się takiego obrotu sprawy, jak kostka domina wpadłem na zakapturzonego faceta stojącego przede mną. Przeprosiłem grzecznie faceta w kapturze, tłumacząc że to był odruch bezwarunkowy, gdyż zostałem popchnięty z tyłu. Zakapturzony odwrócił się w moją stronę. W ręce trzymał kolejne nadgryzione ciastko, czoło miał pomarszczone i gniewną minę na twarzy. Kiedy spojrzeliśmy na siebie, to wyraz jego twarzy zmienił się o 180 stopni. Natychmiast zniknęła złość z jego twarzy. Przekonany byłem, że skądś znam tę twarz… Zakapturzony odwrócił się natychmiast po raz drugi. Wtedy już wiedziałem że jest to Waldek. On też mnie poznał. Ja podobno nie zmieniłem się wcale przez te… 15 lat. Waldkowi trochę głowa się poszroniła, chociaż temperatura wynosiła +8 stopni C. Zagadnąłem że pewnie smaczne są te „Biszkopty”, skoro tak chętnie je zajada. Odpowiedział że to są „KRUCHE CIASTKA NA CHOINKĘ”. Przyznał jednak, że są wyjątkowo smaczne. To jakaś nowość, ale produkt godny uznania. Tak jak wszystkie z firmy Dr. Gerard – przyznaliśmy to obaj. Waldek się bardzo spieszył, bo miał jeszcze kilka spraw do załatwienia. Złożyliśmy sobie życzenia, wymieniliśmy numery telefonów – i pożegnaliśmy się z postanowieniem, że po świętach musimy się spotkać. Po piętnastu latach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz