Dzień dobry. Za
oknem deszcz, wiatr a w sercu radość. Tosia nie gorączkuje i nie wymiotuje. Odwiedziła
mnie Teściowa i siedzimy przy kawie i „Pryncypałkach” firmy „dr Gerard”. Przy tej
okazji wspominamy jak to się kiedyś robiło własne wypieki. Wniosek jest taki,
że nasze pokolenie ma łatwiej. Gdy potrzebujemy coś słodkiego to idziemy do
sklepu lub ciastkarni i kupujemy. A jak chcemy sami zrobić placek, to
odwiedzamy „Deserotekę” i mamy przepis podany jak na dłoni. A nasze Babcie miały
swoje przepisy i rytuały związane z kuchnią. Jeden z trudniejszych obrzędów
związany był z sernikiem. Babcia mi kiedyś opowiadała.
Jak upiec
sernik?
Z mleka od
krowy zrób twaróg. Potem ser zmiel przez maszynkę, dwa razy. Jaja od kury
chodzącej po podwórku, o temperaturze pokojowej uszykuj. Własne masło też musi
być ciepłe. Odsyp szklankę cukru. Uszykuj kieliszek wódki i rodzynki. Do glinianej
michy wlej żółtka i ucieraj z cukrem i masłem. Ucieraj drewnianą pałką. Zawsze w
tę samą stronę. Gdy już masz jednolitą masę dodawaj stopniowo ser, dalej
ucieraj w jedną stronę. Ucierać trzeba około godziny. Ubij w misce białka na sztywno.
Dodaj do masy serowej i delikatnie mieszaj w tę samą stronę. Następnie dołóż kartoflankę,
rodzynki i mieszaj. Na końcu wlej wódkę. Piec należy do godziny w piekarniku.
Na wierzch polej lukier z cukru pudru i posyp rodzynkami.
Sernik robiło
się cały dzień. A wcześniej doiło się krowę, wybierało jajka i samemu robiło
masło i twaróg (tłusty a nie te nowoczesne odchudzone).
W naszych
czasach robienie sernika trwa dwie godziny. Łącznie z zakupami i wyrobieniem. Wystarczy
iść do sklepu wszystko kupić. Wsypać do miski. Zmiksować robotem i do
piekarnika. Największa trudnością jest oddzielenie żółtka od białka. Ale i w
tym pomagają nam specjalne siteczka, które można kupić w markecie. A gdy ciasto
jest w piekarniku, można przekąsić „Mazurki smak sernika” od „dr Gerarda”.
Pozdrawiam L K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz