Witam.
Pewnego dnia mąż zrobił mi niespodziankę. Przyszedł z pracy wręczył mi
Ciasteczko Agrestowe firmy ,,Dr Gerard” i oświadczył mi, że za dwa dni zabiera mnie gdzieś. Wiecie
sami jak kobiecie się nie powie wszystkiego ,a tylko wspomni o czymś, to będzie
wierciła dziurę aż wywierci. Niestety, mi się nie udało. Po kilku dniach mąż
zaprosił mnie do auta i pojechaliśmy w nieznane. Daleko to nie było. Okazało
się ,że zatrzymał się koło stadionu. No cóż, czekałam dalej. A dalej było
wejście na stadion, zajęcie miejsca i co było dalej? Po prostu mecz. Dwie
drużyny i pełno emocji. Nie wiedziałam do tej pory, że tłum może tak podziałać
na mnie . Krzyczałam na całe gardło, gwizdałam, chociaż czasem nie wiedziałam komu
mam kibicować. Ważne były emocje. Mąż siedział
obok mnie dumny, ze swojego pomysłu. No i miał rację , podobało mi się. Chociaż
raz w życiu mogłam wykrzyczeć się ile chciałam. Co jakiś czas mąż podawał mi
coś do przegryzienia. Były to Krakersy ,,Dr Gerarda”. Były przepyszne o różnym smaku.
Jadłam powoli by nie zakrztusić się podczas krzyku lub śpiewu, a co też śpiewałam.
Po meczu, fakt mówić nie mogłam. Mąż zabrał mnie na kolację, jak to on
powiedział by mnie troszkę wyciszyć. To był naprawdę fajny dzień i z jeszcze
fajniejsza niespodzianka. Po powrocie do domu, usiedliśmy razem przy
pozostałych kilku przekąskach z meczu i rozmawialiśmy o tym co się działo na
stadionie. A jutro trzeba będzie uzupełnić zapasy Krakersów ,,Dr Gerard” i na
pewno jeszcze kupimy Andruty czekoladowe dla dzieci. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz