Draże
czy ciasteczka? A może MALTIKEKSY.
Kolejny
rok minął i nadszedł lipiec a w lipcu wiele świąt rodzinnych aż
dwie rocznice ślubu po sobie. Do tego są wakacje okres urlopowy.
Właśnie w ten weekend byliśmy na spotkaniu rodzinnym w związku z
rocznicą ślubu. Do końca nie wiedzieliśmy gdzie ona się
odbędzie przygotowywaliśmy si na działkach a tu pogoda próbowała
zepsuć nam spotkanie. Rano brzydko i wietrznie ale każdy
posprawdzał pogodę i tu jak codzie zmiana ma nastąpić po południu
więc obdzwoniliśmy rodzinkę i przyjaciół impreza odbędzie się
na działce. Nie mają swojej więc my stawiliśmy się do
dyspozycji. Dzieciaki popowieszały balony, ustroiliśmy stoły i
zaczęło padać. Jak to latem przecież każdy wie, że pada prawda?
Szybko chłopaki rozkładali wielki namiot choć to wcale nie było
łatwe. Za nim powbijali haki to trochę nam zmokły obrusy dobrze,
że ceratowe ale miałyśmy dodatkową pracę. W dodatku dzieci
rozbiegły się po deszczu i trzeba było je suszyć i przebierać.
Jakoś udało się to ogarnąć z małym opóźnieniem ruszyliśmy do
działania. Na pierwszy ogień poszedł grill od niedawna mamy
murowany i to nam usprawniło wiele pracy bo można było sprawnie,
równocześnie po smażyć smakołyki na dwóch rusztach. Dzieciaki
niestety najpierw dopadły schowane MALTIKEKSY dr Gerarda
draże w polewie o smaku jogurtowym bo takie dla nich kupiłam. I
mieli zajęcie czy to draże czy ciasteczko się zastanawiali.
Mieliśmy troch spokoju. Bo mięsnej warzywnej uczcie czas na tort z
fajerwerkami, które wystrzeliły i z tortu i w powietrze. Wszystkim
się bardzo podobało. Do następnego roku oby ze słoneczną pogodą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz