Dzień
dobry, kolejny ciężki weekend mam już za sobą. Jeszcze dzisiaj zjadam imprezowe
smakołyki z urodzin ojca. Wiadomo w dzień urodzin nikt nie jest w stanie
wszystkiego spróbować. Tradycyjnie mama na koniec uszykowała wałówkę. Okazało się,
że dostaliśmy mięso na obiad i sałatkę i ciasto oraz dla dzieci „Rurki Waflowe
i draże Maltikeks” od „dr Gerard”. Aby nie przerwać mojej diety, zaprosiliśmy
kuzynkę z rodziną na kawę. Moja Tosia od śniadanie już nie mogła się doczekać
odwiedzin Zosi i Jagody. Chodziła i zawracała, „kiedy przyjdą, kiedy przydą”? W
południe już nas to denerwowało. Przed czternastą odezwał się domofon.
Przyszły! No to mieliśmy chwilę oddechu. Tomek grał na kompie a dziewczyny
bawiły się w dom. Niespodziewanie zadzwonił telefon. Żony brat się do nas
wybierał. Była to bardzo miła niespodzianka. I z kawki w gronie najbliższych
zrobiła się szalona domówka. Na stole już mieliśmy uszykowane przekąski oraz
imprezowe smakołyki, kuzynka przyniosła jeszcze chipsy i „Krakersy classic” dr
Gerard. Powinno wystarczyć! Szybko odmroziliśmy kiełbasę i bigos na kolację i
mogliśmy w spokoju oczekiwać gości. Tomek zacierał ręce z radości, dobrze
wiedział, że jak przyjedzie Bartek to będą grać w Fifę 16. Nawet, gdy będą
dziewczyny to chłopaki od tematu piłki nożnej nie mogą się oderwać. Przynajmniej
na tą chwilę. Zawsze się śmiejemy, że za kilka lat będą czekali aż przyjdą
siostra albo kuzynka ze swoimi koleżankami. I się zaczęło dwóch chłopaków na
cztery dziewczyny. Co biedni mieli zrobić zamknęli się w pokoju i oglądali gazety
i karty piłkarskie a dziewczyny chciały ich czesać, robić im zastrzyki i aby
byli ich mężami lub dziećmi. Za to my mogliśmy posiedzieć sobie w salonie i
porozmawiać na tematy dotyczące naszej rodziny i nie tylko. Mamy już takie duże
dzieci, kiedy one tak dorosły?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz